Castoreum to wyciąg z worków zapachowych bobra, dopuszczony przez FDA jako aromat naturalny. Dietetyk: w jedzeniu stosowany rzadko i uznany za bezpieczny.
W mediach społecznościowych znów krąży hasło „beaver butt”, czyli „bobrowa pupa” w jedzeniu. Pod filmami na TikToku i w postach na Instagramie pojawiają się twierdzenia, że „aromat naturalny” w produktach takich jak owsianka instant pochodzi z okolic bobrzego odbytu. W jednym z postów można przeczytać, że „aromaty naturalne pochodzą z bobrzego zadka”, w innym autor nazywa taki aromat „sokiem z bobrzej dziury” — i przy okazji zachęca do kupienia suplementu z elektrolitami, który tego składnika podobno nie zawiera. Dietetyk Scott Keatley, współzałożyciel Keatley Medical Nutrition Therapy, komentuje krótko: te internetowe twierdzenia nie są do końca prawdziwe, a są dwa poważne powody, by się nimi nie przejmować.
Czym naprawdę jest castoreum
Składnik, o który toczy się cała ta dyskusja, ma swoją nazwę: castoreum. Jak wyjaśnia Keatley, jest to substancja służąca bobrom do znaczenia terytorium, pozyskiwana z tzw. worków strojowych (castor sacs) położonych w okolicy odbytu zwierzęcia. Do aromatyzowania żywności nie trafia sama wydzielina, lecz wyciąg z tego materiału.
Internetowa nazwa „bobrza pupa” nie jest więc kompletną bzdurą. „Ten przydomek ma pewną dokładność geograficzną” — przyznaje dietetyk. Zgadza się też inna część zarzutu: castoreum rzeczywiście jest aromatem naturalnym dopuszczonym przez FDA, czyli amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków, i na liście składników może pojawić się po prostu jako „aromat naturalny”, bo spełnia kryteria tej kategorii.
Te kryteria są szerokie. Według definicji FDA „aromat naturalny” oznacza olejek eteryczny, oleorezynę, esencję lub wyciąg, hydrolizat białkowy, destylat albo dowolny produkt prażenia, podgrzewania lub działania enzymów, który zawiera składniki aromatyczne pochodzące z przyprawy, owocu lub soku owocowego, warzywa lub soku warzywnego, jadalnych drożdży, zioła, kory, pąka, korzenia, liścia lub podobnego materiału roślinnego, mięsa, owoców morza, drobiu, jaj, produktów mlecznych albo produktów ich fermentacji — i którego istotną funkcją w żywności jest aromatyzowanie, a nie wartość odżywcza.
To właśnie na tę szerokość wskazywała Vani Hari, znana jako „The Food Babe”, która w 2022 roku spopularyzowała temat „bobrzej pupy”. Chciała w ten sposób pokazać, jak dużą swobodę FDA daje firmom przy oznaczaniu składników jako „aromat naturalny”. „Przemysł spożywczy może użyć praktycznie WSZYSTKIEGO, co znajdzie w naturze, i oznaczyć to jako »aromaty naturalne«” — napisała pod jednym ze swoich filmów na Instagramie. Dodała też, że takie aromaty „działają przeciwko tobie, uzależniając cię od przetworzonej żywności przy użyciu najlepszej części smaku albo nawet zapachu”.
Jaki smak daje bobrowy wyciąg
Po przetworzeniu i rozcieńczeniu castoreum potrafi dać ciepłe, słodkie nuty, które dobrze współgrają z aromatem waniliowym — mówi Keatley. „Castoreum dało twórcom aromatów kolejny sposób budowania złożoności, dodając piżmowy, czasem lekko wędzony charakter, który mógł dopełnić słodki smak” — tłumaczy dietetyk.
I to jest klucz do zrozumienia całej sprawy: nikt nie dodawał tego składnika, żeby deser smakował bobrem. „Celem nie było to, byś czuł smak bobra, ale to, by waniliowy deser miał pełniejszy, ciekawszy smak” — podkreśla Keatley. W praktyce chodziło o niewielkie ilości wyciągu, który zaokrąglał profil słodkiego aromatu.
Dwa powody, by nie panikować
Pierwszy powód jest prosty: castoreum prawie się nie pojawia w żywności. „Castoreum jest rzadko stosowane w żywności, ale jest uznane za bezpieczne w zamierzonym zastosowaniu aromatyzującym” — mówi Keatley. Wiele firm przeszło na aromaty syntetyczne, które dają podobny efekt smakowy, albo po prostu używa prawdziwej wanilii.
Drugi powód dotyczy samego bezpieczeństwa: w ocenie dietetyka strach o zdrowie jest w tej sprawie przesadzony. Jak podsumowuje, castoreum to raczej nie jest rzecz, którą większość ludzi musi się przejmować w swoim jedzeniu.
Jest natomiast inny wątek, który Keatley traktuje poważnie — pochodzenie składnika. Komercyjne castoreum często było produktem ubocznym handlu futrami: worki strojowe pozyskiwano z zabitych bobrów, następnie suszono je, rozdrabniano i ekstrahowano gorącym alkoholem, by wydobyć związki aromatyczne. „Istnieje uzasadniona obawa dotycząca pozyskiwania od zwierząt, nawet jeśli straszenie zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywności jest przesadzone” — mówi dietetyk. Innymi słowy: to kwestia etyczna, a nie zdrowotna.
Jak czytać skład na etykiecie
Dla czytelnika w Polsce ważne jest jedno zastrzeżenie: wszystko, co opisuje źródło, dotyczy definicji i zgody amerykańskiego urzędu FDA. Źródło nie omawia przepisów unijnych ani polskich, więc nie da się na jego podstawie powiedzieć, jak dokładnie takie aromaty muszą być oznaczane na produktach sprzedawanych u nas. To, co można z niego wyciągnąć, to sposób czytania samej listy składników:
- Szukaj słowa „aromat”. To zbiorcza kategoria — jedno krótkie określenie na etykiecie może oznaczać wyciąg z bardzo różnego materiału, nie zaś jeden konkretny surowiec.
- Dopisek „naturalny” nie znaczy „roślinny”. W definicji FDA aromat naturalny może pochodzić także z mięsa, owoców morza, drobiu, jaj czy produktów mlecznych. Castoreum jest właśnie przykładem składnika pochodzenia zwierzęcego, który mieści się w tej kategorii.
- Jeśli zależy ci na konkretnym surowcu, szukaj jego nazwy. Na etykiecie prawdziwa wanilia jest wymieniona wprost, a nie ukryta pod zbiorczym „aromatem”.
- Jeśli pochodzenie aromatu ma dla ciebie znaczenie etyczne — na przykład jesteś na diecie roślinnej — sama lista składników może nie dać odpowiedzi. Wtedy jedyną drogą jest pytanie do producenta.
Praktyczny wniosek
Z punktu widzenia osoby, która pilnuje tego, co je, „bobrowa pupa” to zły powód do zmiany zakupów — tym bardziej gdy hasło pojawia się w poście promującym konkretny suplement. Składnik jest stosowany rzadko i uznany za bezpieczny w swojej roli aromatu, a przy ocenie produktu dużo więcej zmienia to, ile ma cukru, tłuszczu i kalorii w porcji niż obecność jednego wyciągu zapachowego w ilościach śladowych.
Jeśli natomiast chodzi ci o pochodzenie składników pochodzenia zwierzęcego, to jest to zupełnie inne pytanie — i w tej sprawie, jak przyznaje sam dietetyk, obawy są uzasadnione. Warto tylko oddzielić te dwa wątki: „niebezpieczne dla zdrowia” i „pozyskiwane ze zwierząt” to nie to samo.